fbpx

Kulisy kursu „Wirtualna Asystentka” organizowanego przez BrandAssist.

with Brak komentarzy

Wywiad z twórczynią kursu, Polą Sobczyk

 

W poprzednim artykule napisałam recenzję kursu „Wirtualna Asystentka” organizowanego przez BrandAssist. Możesz ją przeczytać tutaj.

Oprócz rzetelnie przekazanej wiedzy kurs obejmował także zadania praktyczne. Jednym z nich było napisanie oferty współpracy z potencjalnym klientem.

Postanowiłam przygotować taką ofertę dla Poli z zapytaniem, czy zgodziłaby się udzielić mi wywiadu na temat kulis kursu „Wirtualna Asystentka od BrandAssist”. Pola chętnie się zgodziła i tak powstał ten artykuł. Mam nadzieję, że znajdziecie tu parę ciekawych informacji dotyczących organizowania takiego kursu – jakie czekają nas trudności i jak sobie z nimi radzić.

Zapraszam do lektury.

Lucyna Malik: Kiedy rozpoczęły się przygotowania do wiosennej edycji kursu „Wirtualna Asystentka” i co obejmowały?

Pola Sobczyk, BrandAssist: Pierwsza edycja była bazą do stworzenia tego kursu. Mieliśmy przygotowanych sporo materiałów. Różnica była taka, że pierwsza edycja była w formie transmisji na Facebooku. Uczestniczki siedziały od 9.00 do 17.00, czyli po 9 godzin z przerwami, a ja na żywo prowadziłam zajęcia. To było bardzo wyczerpujące dla obu stron, ale też oczywiście efektywne.

Druga edycja kursu powstała na bazie filmów, wiedzy, jaką przekazywałam podczas pierwszej edycji, a także pytań, jakie zadawały dziewczyny.

Pierwszym krokiem było spisanie scenariusza, ponieważ nagrywając te filmy korzystałam z promptera. Miałam po raz pierwszy styczność z tym urządzeniem – to było ciekawe doświadczenie. Nie wyobrażam sobie jednak robić tego w inny sposób, ponieważ bardzo zależało mi na przekazaniu całej wiedzy. Kiedy nagrywam coś na YouTubie, to czasem umykają mi pewne kwestie, nawet kiedy notuję sobie podpunkty. A gdy spisuję sobie wszystko i wrzucam na prompter, to w miarę naturalnie wychodzi,  jestem spokojna, że przekazałam wszystko, na czym mi zależało. Czasem też dodawałam coś od siebie.

Na początku trzeba było napisać spis treści kursu online, a później scenariusz. Wcześniej już byli umówieni prelegenci.

Następnie trzeba było nagrać filmy i je zmontować. Dopiero gdy to zrobiłam, zaczęłam myśleć o kwestiach technicznych – gdzie będzie osadzony kurs. Najlepszą metodą na stworzenie kursu online jest zaczęcie od zrobienia kontentu. Dopiero później można myśleć o kwestiach technicznych – czy to będzie umieszczone na platformie płatnej czy bezpłatnej, a może na YouTubie. Formaty platform kursowych są bardzo do siebie podobne, więc nie trzeba się na nich jakoś szczególnie skupiać – najważniejszy jest kontent.

L.M.: Ile czasu zajęło nagrywanie?

P.S.: Filmiki były nagrywane 1,5 miesiąca. Jeśli docelowo szkolenie ma powyżej 20 godzin, to nagrywanie powinno trwać w granicach 30–45 dni.

L.M.: W jaki sposób szukałaś prelegentów? Czym się kierowałaś?

P.S.: Część prelegentów była z poprzedniej edycji. Ja dobieram sobie zazwyczaj osoby pod względem ideologicznym. Patrzę też na to, jaki wizerunek ma dana marka. I tak przykładowo Brand 24 jest absolutnie firmą, z której biorę przykład. Patrzę, kto jest ode mnie lepszy i kto uzupełnia moją wiedzę.

L.M.: Do kogo było najtrudniej dotrzeć?

P.S.: Wysłałam zaproszenia do 19 osób. Chciałam mieć 15 prelegentów. Tylko 4 osoby nie odpowiedziały.

Ja bardzo lubię nawiązywać takie współprace. Znam też ogromną wartość, jaką niesie branża wirtualnych asystentek. Ona dopiero raczkuje, ale potencjalnie jest bardzo duża. Każda wirtualna asystentka staje się ambasadorem marki. Dla takiej marki ogromną wartością jest to, żebyś ty proponowała tę konkretną markę, a nie inną. Bardzo chciałam, aby prelegenci potwierdzali wiedzę z kursu albo ją uzupełniali. Dla mnie najzabawniejsze jest to, że osoby, które najszybciej mi odpowiedziały, to te które są najwyżej w PR i są najbardziej zajęte. Wiem jednak, że zawsze można na nie liczyć.

L.M.: Co było logistycznie najtrudniejsze do przeprowadzenia przy pierwszej edycji?

P.S.: Logistyka siada, kiedy kursanci nie współpracują. To jest chyba najtrudniejsze w organizacji kursu online. Wydaje mi się, że nie ma sensu planować kursu, w którym ma być interakcja z kursantami, na dłużej niż dwa tygodnie z góry. Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że kiedy planujemy kurs online, na którym ma być interakcja, to istotne jest to, jak my będziemy się później jeszcze komunikować z tymi osobami i czy nam się w ogóle chce. Tej interakcji przecież nie musi być, możemy zrobić grupy i one mogą sobie żyć własnym życiem.

Kolejnym trudnym elementem jest oczywiście współpraca z montażystami, bo zdarza się, że ja myślę inaczej, montażysta myśli inaczej. Trzeba sobie wypracować dobre szablony współpracy z takimi osobami.

L.M.: A co było najtrudniejsze od strony technicznej? Coś się posypało? Coś się nie sprawdziło? Jak to oceniasz?

P.S.: Technologia jest po to, żeby nam pomagać. Czasami nam niestety nie pomaga i to jest chyba największy problem, bo trudno wyjaśnić uczestnikowi kursu, dlaczego moje e-maile wpadają do spamu czy do innych folderów. Ciężko wytłumaczyć osobie, która zapłaciła pieniądze i chce, żeby świetnie wszystko działało, że to nie jest Twoja wina. Ba, nawet nie jest to wina tego programu, tylko jest to głębszy problem, na przykład serwisu Google. Rozmawiałam z ludźmi, którzy prowadzą kursy online i okazało się, że to nie tylko wina GetResponse. Wszyscy mamy z tym problemy i ciężko wytłumaczyć to laikowi, który dopiero zaczyna jako wirtualna asystentka. To jest techniczny problem, który pewnie rzutuje na  mój wizerunek.

L.M.: Ale to też jest pewna wprawka dla tych dziewczyn, bo różnie może być później z klientami. Nie zawsze wszystko będzie działało, nie zawsze będzie dopięte na ostatni guzik.

P.S.: Ciekawe spostrzeżenie.

L.M.: Ile osób brało udział w przygotowaniu tego kursu? Chodzi mi głównie o dziewczyny, które z Tobą współpracują. Jak ta praca była podzielona?

P.S.: Cały kurs nie powstałby, gdyby nie mój chłopak. Spędził ze mną kilkadziesiąt godzin, męcząc się czasami, bo jego to nie do końca interesowało. Tak, on na pewno się wymęczył. Bez jego pomocy tego kursu w ogóle by nie było. Podczas pracy nad drugą edycją pojawiło się w moim życiu prywatnym bardzo dużo problemów, jak to często bywa podczas bardzo ważnych spraw zawodowych. Więc gdyby nie on, trzeba by było oddać klientom pieniądze.

Przestałam się też zajmować sprawami administracyjnymi, finansowymi, technicznymi. Dziewczyny, które są ze mną w zespole, czyli Daria i Kasia, bardzo mi pomagają.

L.M.: Fajnie, że jest ktoś, kto Cię wspiera. Bo czasem jest tak, że rodzina nie rozumie, jak to wszystko wygląda.

P.S.: To jest podstawa podstaw – nie da się robić wszystkiego samodzielnie, człowiek sobie po prostu z tym wszystkim nie poradzi.

L.M.: Tak, potrzebne jest chociażby psychiczne wsparcie.

P.S.: Nie wiem, czy akurat psychiczne wsparcie jest takie ważne. Jeśli prowadzi się działalność gospodarczą, to trzeba odrzucić coś takiego jak chęć usłyszenia od kogoś, że zrobiło się coś dobrze, poklepania po ramieniu. Już się tego nauczyłam– to jest bardziej nie kwestia psychiczna, ale kwestia fizycznego wsparcia. Tak jak było z tym prompterem – przyjechał mój chłopak i go zamontował. On mi nigdy nie powie: „Pola, dasz radę”. W sumie to nikt mi nigdy tak nie powiedział. To jest ogromna siła, którą trzeba się nauczyć samemu się motywować.

To po prostu wizja, jaką trzeba mieć, a także cel rzeczywisty. Moim celem przez cały czas istnienia BrandAssist jest posiadanie fundacji. Zarabiam, żeby mieć fundację albo rozwijać jakieś inne fundacje. Ja mam ideologie kompletnie inne niż biznesowe. Pieniądze są narzędziem do czynienia dobra, a nie do zaspokajania swoich potrzeb. Jest to więc dla mnie jedyna motywacja do prowadzenia tego biznesu.

L.M.: Piękne cele. Powiedz mi jeszcze, jakie były najśmieszniejsze wpadki podczas tworzenia kursu.

P.S.: Człowiek się skupia na problemach, a nie na rzeczach śmiesznych, ale najwięcej wpadek było przy nagraniach. To nie jest tak, że sześć godzin nagrań jest adekwatne do sześciu godzin filmu pokazywanego w kursie. Byliśmy niesamowicie zmęczeni po sześciu godzinach nagrań i okazało się, że w trakcie nagrywania na prompterze pojawił się tekst z innej części. Ja tego nie zauważyłam. Mieliśmy dużo szczęścia – ja nie oglądałam żadnych filmów, bo nie było na to czasu. Zostawiałam całą pracę montażyście. Ale na szczęście zauważyłam, co się stało.

L.M.: Czy jest coś, co można było zrobić inaczej, lepiej?

P.S.: Jeśli miałabym doradzić komuś, kto robi kurs online, to powiedziałabym: nie rób jednocześnie webinarów. Nie wolno być zbyt ambitnym. Mówię to bardzo odpowiedzialnie. Ambitność zabija kreatywność. Webinary były dobrym pomysłem i uważam, że są genialne, ale jak to powiedziała mi jedna z prelegentek – webinary powinny być oddzielnym produktem.

Źle policzyliśmy – koszty przewyższyły nam przychód. Trzeba umieć dobrze liczyć. Z tego co wiem webinary nie przyciągnęły do kursu, tylko hasło wirtualna asystentka. W jesiennej edycji webinarów nie będzie. Albo będzie ich mniej.

L.M.: Myślałaś o czymś takim jak kilkuosobowe mastermindy zamiast webinarów?

P.S.: Tak, myślałam o tym, ale to jest kolejny ambitny pomysł. Każda z Was może liczyć na mnie przez cały czas trwania kursu. Każdej odpowiem indywidualnie – gdy mi wysyłacie e-maile, to trafiają one do osobnego folderu.

Mastermindy nie do końca są dobre z tego względu, że Wy jesteście początkujące. Mastermindy są dla osób, które już coś osiągnęły w kontekście biznesowym i potrzebują kolejnego pomysłu. Myślę, że konsultacje indywidualne wystarczają do tego, żeby zacząć działać i później przejść na mastermindy.

L.M.: Czy jest coś jeszcze, czym chciałabyś się podzielić? Może coś doradzić?

P.S.: Moja rada jest taka: żeby dobrze sobie wycenić i określić, jakim budżetem się dysponuje. Co chciałabym zmienić? Dograć kilka rzeczy. Chcę dołożyć partnerów. Nie chcę wszystkiego zdradzać, bo jestem w trakcie rozmów. Na pewno kurs będzie się cały czas rozwijać. A dobrą informacją jest to, że osoby mające dostęp do kursu jeszcze przez rok, mogą korzystać ze wszystkich materiałów, które zostaną w międzyczasie dodane.

L.M.: Bardzo Ci dziękuję za rozmowę!