fbpx

Jak się to wszystko zaczęło?

with Brak komentarzy

kaboompics Wooden keyboard coffee and golden jewellery 1 300x200 - Jak się to wszystko zaczęło?

 

 

Poszukiwanie pasji nie jest łatwe.

Opowiem Ci dzisiaj o tym, jak szukałam swojej pasji, jak stopniowo i z wysiłkiem odkrywałam, czym jest to, co mnie napędza, co dodaje mi skrzydeł i sprawia, że chce mi się żyć.

 

Było to kilka lat temu. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, czym tak na prawdę jest pasja ani jak ją znaleźć. Wiedziałam tylko, że muszę zabrać się za jej poszukiwanie, bo inaczej całe życie spędzę w poczuciu pustki i bezsensu. W mojej dotychczasowej pracy czułam się coraz bardziej wypalona, brakowało mi energii, dusiłam się, byłam na zmianę przygnębiona i rozdrażniona, nie miałam siły i chęci do działania. Z zewnątrz wszystko wyglądało normalnie – można powiedzieć „praca marzeń”. Mnie jednak wciąż męczyło uczucie, że czegoś mi brakuje. I to czegoś niezmiernie ważnego.

 

Zachęcona historiami z kolorowych czasopism ukazującymi kobiety spełnione w realizowaniu swojej pasji szukałam tej jedynej konkretnej czynności, która sprawiałaby mi radość. Przyglądałam się sobie – czy aby moją pasją nie jest na przykład malowanie, robienie artystycznych zdjęć, szycie, pisanie lub praca z dziećmi? Mimo naprawdę szczerych chęci nic takiego w sobie nie odkryłam. Zabrałam się więc za studiowanie specjalistycznej literatury. Niewiele to jednak dało. Dowiedziałam się jedynie, że powinnam szukać tego, co lubię robić i co od dziecka mnie fascynowało. Super! Tylko co, jeśli nic nigdy nie pociągało mnie w ten specjalny sposób? Wróciłam więc do punktu wyjścia, a w mojej głowie pojawiło się męczące przekonanie, że chyba należę do tej grupy ludzi, którzy nie mają żadnej pasji, a moje życie pozostanie już na zawsze szare i nijakie.

 

Pewnie dałabym sobie spokój, gdyby nie głębokie przeświadczenie, że gdzieś tam jest to, czego szukam i że przy odrobinie cierpliwości uda mi się to znaleźć.

 

Zaczęłam analizować temat głębiej. Przyglądałam się swoim odczuciom, pragnieniom, reakcjom na różne sytuacje i wydarzenia. Analizowałam, wyciągałam wnioski.

Pierwsze olśnienie przyszło wtedy, gdy jeszcze pracowałam na etacie. Tak się złożyło, że koleżanka z działu rozchorowała się i nie było jej przez parę miesięcy. Zostałam sama z nawałem zadań do wykonania i paniką w oczach. Wszyscy czegoś ode mnie chcieli, zarzucali mnie coraz to nowymi tematami, zupełnie nie przyjmując do wiadomości, że jestem sama z podwójną ilością obowiązków. I tak się złożyło, że w trakcie któregoś z takich dni, gdy nie wiedziałam, w co ręce włożyć, dokonałam piorunującego odkrycia! Tak! To jest TO!

Z wrażenia aż mnie zatkało, usiadłam i zapytałam sama siebie: „O co chodzi?”. I ze zdziwieniem odkryłam, że ja po prostu uwielbiam wyzwania. Uwielbiam, gdy coś się dzieje, a wszelka stagnacja wpływa na mnie destrukcyjnie. Zrozumiałam, że kiedy jestem za wszystko sama odpowiedzialna i nikt nie dyktuje mi, co mam robić, wtedy wstępuje we mnie energia, wznoszę się, rozwijam skrzydła!

Tak po raz pierwszy zakiełkowała w mojej głowie myśl o stworzeniu własnego biznesu, w którym codziennie mogłabym stawać przed nowymi wyzwaniami, odkrywać nowe możliwości, zdobywać wiedzę, a przede wszystkim być sama za wszystko odpowiedzialna!

 

Czy już wtedy wiedziałam, że chcę zostać wirtualną asystentką?

 

Nie, nadal szukałam. Ale wsłuchiwałam się w swój wewnętrzny głos, a on pchał mnie do... komputera.

Zawsze uwielbiałam buszować po internecie. W poszukiwaniu interesujących mnie wiadomości potrafiłam i nadal potrafię zatracić się do tego stopnia, że nie zdaję sobie sprawy z upływającego czasu ani nie słyszę, co się wokół mnie dzieje. I tak kiedyś, zupełnie przypadkiem, podczas wertowania kolejnych stron trafiłam na grupę dla wirtualnych asystentek i... znowu zaskoczyło. A później już ruszyła lawina. Im więcej czytałam o tej pracy, tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że to jest właśnie to, co chcę robić.

Aby stać się wirtualną asystentką musiałam się jeszcze wiele nauczyć. Zaczęłam poznawać nowe programy, brać udział w szkoleniach i kursach. Odkryłam WordPressa i Canvę, zabrałam się za tworzenie strony internetowej z własną grafiką. „Jakie to ciekawe i wciągające!” – myślałam. Zafascynował mnie marketing i budowanie wizerunku firmy w sieci. Wreszcie poczułam, że jestem w swoim żywiole, że mogę się uczyć, rozwijać, a przede wszystkim codziennie stawać przed nowymi wyzwaniami, których pokonywanie daje mi ogromną satysfakcję.

Być może moja droga będzie się jeszcze zmieniać, ewoluować, prowadzić w innym zaskakującym kierunku. Tego nie wiem. Ale wiem jedno, że na dzień dzisiejszy ta praca jest tym, czego szukałam. Że jest to dobra droga i co najważniejsze MOJA!